W dniu zwanym przez ludzi Reshgaroth bogowie odeszli, by kontynuować swą wojnę w niebie, porzucając pola i lasy, góry i doliny. Powędrowali daleko za jasne gwiazdy, dosiadając srebrnych orłów. Zniknęli wszyscy oprócz jednego. Virkokka wiedział, że Lodowe Olbrzymy powrócą. Tylko on pozostał wśród Ludu, by chronić go przed zimną śmiercią.
Z Wieczornej pieśni Anajo
Na brzegach Luanu ludzie zbierali ciała poległych, gdyż po bitwie zawsze istniało niebezpieczeństwo zarazy. Zabitych Vagarów i Awatarów grzebano, natomiast z Almeków zdzierano ubrania i palono ich na wielkich stosach.
Trzech vagarskich robotników zrobiło sobie południową przerwę. Podeszli do brzegów Luanu i spryskali twarze chłodną wodą. Jeden z nich, młody cieśla imieniem Leshan, spojrzał na północ.
– Jest tam jeszcze jeden – oznajmił, wskazując na poczerniałego trupa, wystającego do połowy z wody.
– Zostaw go. Mam już dosyć – rzucił drugi.
Lubię robić to, za co mi płacą – sprzeciwił się Leshan. Wstał i podszedł do ciała. Leżało twarzą do ziemi. Ubranie zabitego było przypalone, a koszula podarta. Na skórze widać było czerwone i czarne oparzenia. Leshan nie potrafił określić, czy był on Vagarem, czy Almekiem. Obrócił z wysiłkiem zwłoki na plecy. Pierś mężczyzny naznaczyły straszliwe blizny, a większą część jego włosów strawił ogień, ale twarz pozostała gładka. Leshan go znał. Któż mógłby go nie znać? Był najgroźniejszym i najbardziej znienawidzonym ze wszystkich Awatarów.
Viruk otworzył oczy. Były jasnoszare i zimne. Potem jęknął.
– On żyje! – zawołał Leshan.
– Pewnie, że żyję – mruknął ranny. – Jestem bogiem, kretynie!
Viruk zamknął oczy i zazgrzytał zębami z bólu. Leshan opuścił dłoń do noża, który miał za pasem. Mógłby jednym pchnięciem zabić tego człowieka, wbić nóż głęboko w poparzoną szyję.
Zauważył, że Viruk otworzył oczy i przygląda mu się uważnie.
– Zasłużyłeś na śmierć – oznajmił Leshan.
Awatar uśmiechnął się i wsparł na łokciu.
– Nie rozumiem, dlaczego podludzie nie potrafią pojąć prostych faktów – stwierdził. – Nie dostajemy tego, na co zasługujemy, ty idioto. Dostajemy to, co dostajemy. A teraz, jeśli chcesz mnie pchnąć tym nożem, zrób to, a jeśli nie, to zawołaj chirurga. Może i jestem bogiem, ale ten bóg ma złamaną nogę.
Leshan potrząsnął głową z uśmiechem. Viruk cierpiał straszliwy ból. Był zdany na jego łaskę i niełaskę. A mimo to zasypywał go od niechcenia obelgami, rzucając wyzwanie śmierci.
Któż mógłby zabić takiego człowieka?, pomyślał.
Gdy uśmiercono już ostatniego z Lodowych Olbrzymów, Virkokka poczuł się znudzony. Potem Storro, Opowiadacz Legend, przepłynął pełen gwiazd ocean nocnego nieba i dotarł do Kamiennego Miasta, by powiedzieć Yirkokce, że nadchodzi wielka wojna, że gromadzą się żądni krwi wodzowie, czarodzieje i armie. Yirkokka roześmiał się z ulgi, słysząc te słowa. Następnie ujął w rękę swój ognisty miecz i kolejny raz wyruszył na wojnę ze złem.
Z Wieczornej pieśni Anajo