Rozdział 39

Lucy mnóstwo razy błysnęła swoją odznaką, by nas przeprowadzić przez wykrywacze metalu z naszymi pistoletami i nogami. Moi ludzie musieli nawet pokazać dokumenty potwierdzające, że są królewskimi strażnikami, zanim pielęgniarka zaprowadziła nas na piętro. W końcu stanęliśmy przy łóżku mężczyzny… no, w każdym razie czegoś rodzaju męskiego. To coś było malutkie i bezkształtne. Mędrzec też był mały, ale proporcjonalnie zbudowany. Miał być właśnie takiego rozmiaru, jakiego był; istota leżąca w łóżku, z kołdrą naciągniętą po szyję, najwyraźniej nie.

Pochodzę z Dworu Unseelie i nie przerażają mnie istoty o najbardziej wymyślnych kształtach, ale w tym osobniku było coś, co zjeżyło mi włosy na głowie. Musiałam odwrócić wzrok, jakby był odrażający, chociaż wcale nie był.

Nie tylko ja miałam ten kłopot. Rhys i Mróz wręcz odwrócili się plecami do łóżka. Ich reakcja wskazywała na to, że obaj go znają. Czyżby rzucono na niego anatemę? Może złamał jakiś starożytny zakaz? Doyle nie odwrócił wzroku, ale on nigdy tego nie robił. Galen rzucił mi spojrzenie, które mówiło, że jest tak samo zaskoczony i zmieszany jak ja. Kitto stał tuż przy mnie, trzymając mnie za rękę jak dziecko.

Zmusiłam się do tego, by ponownie spojrzeć na niego, starając się ustalić, co w nim sprawiało, że miałam ochotę stąd uciec. Miał trochę ponad dwie stopy wzrostu, jego malutkie stopy tworzyły malutkie wybrzuszenia na kołdrze. Coś powodowało, że jego ciało wydawało się zniekształcone, mimo że wszystko było na miejscu. Jego głowa była trochę za duża w porównaniu z resztą ciała. Oczy miał o wiele za duże w stosunku do twarzy. Odnosiło się wrażenie, jakby zostały przeniesione z innej twarzy. Nos pasował do oczu, ale ponieważ reszta twarzy była malutka, też wydawał się za wielki.

Nicca podszedł do niego z uniesionymi rękami.

– Och, Bucca, co się z tobą stało?

Mała postać na łóżku początkowo ani drgnęła. Potem, wolno, uniosła rękę cieniutką jak zapałka. Położyła swoją malutką bladą dłoń na brązowej ręce Nicki.

Kitto wzniósł twarz mokrą od łez do światła.

– Bucca-Dhu, Bucca-Dhu, czym teraz jesteś?

W pierwszej chwili myślałam, że Kitto zjadł słowo albo dwa; dopiero potem uświadomiłam sobie, że nie. On zapytał dokładnie o to, co chciał wiedzieć.

– Wygląda na to, że dwóch z nas go zna – stwierdził Doyle.

Nicca skinął głową, klepiąc delikatnie swojego znajomego po ręce. Przemówił do niego w jakimś starym celtyckim języku o melodyjnej intonacji. Mówił zbyt szybko, bym mogła to stwierdzić z całą pewnością, ale raczej nie był to szkocki, gaelicki ani irlandzki.

Kitto włączył się do rozmowy, mówiąc podobnie do Nicki, ale jednak nieco inaczej, co mogło oznaczać, że albo mówił innym dialektem, albo starszą lub nowszą odmianą tego języka. To mogła być taka różnica, jak między średnioangielskim a nowo-angielskim.

Patrzyłam na twarz Kitta i widziałam na niej przejęcie i smutek. Wiedziałam, że bardzo martwi się stanem swojego znajomego, ale to było wszystko, co mogłam odszyfrować.

W końcu z odsieczą przyszedł mi Doyle. Najwyraźniej wszyscy inni ich rozumieli, tylko ja nie.

– Nicca zna go z czasów, gdy wyglądał mniej więcej tak samo jak teraz – wyjaśnił mi. – Kitto z kolei pamięta go z czasów, gdy był taki jak my, sidhe. Bucca był kiedyś czczony jako bóg.

Popatrzyłam na tę pomarszczoną postać i nagle zrozumiałam, co przyprawia mnie o dreszcze. Te wielkie brązowe oczy i duży prosty nos były bardzo podobne do oczu i nosa Nicki. Zawsze myślałam, że brązowa skóra i oczy Nicki są spadkiem po krwawych motylach. Teraz wiedziałam już, że byłam w błędzie.

Spojrzałam na tego mężczyznę z przerażeniem, ponieważ nagle to spostrzegłam. To było tak, jakby ktoś wziął wojownika sidhe i sprasował go do czegoś o rozmiarach dużego królika. Nie miałam słów, by wyrazić swoje przerażenie na widok tej istoty leżącej prawie bez życia w szpitalnym łóżku. I nie miałam pojęcia, jak mogła stać się czymś takim.

– Jak? – spytałam cicho i natychmiast tego pożałowałam, bo malutki człowieczek spojrzał na mnie.

– Sam jestem sobie winien, dziewczyno – powiedział bezbłędnie po angielsku, choć z silnym akcentem. – Tylko ja jestem za to odpowiedzialny.

– Nie – zaprotestował Nicca. – To nieprawda.

Malutki człowieczek potrząsnął głową.

– Są tu jeszcze inni, których znam, oprócz ciebie, Nicco, i goblina. Ci inni również kiedyś byli bogami i tak samo jak ja stracili wyznawców. Nie zmarnieli tak bardzo jak ja. Odmówiłem oddania swojej mocy, bo obawiałem się, że mnie to osłabi. – Roześmiał się gorzko. – I popatrz na mnie teraz, Nicco, oto, do czego doprowadziły mnie duma i strach.

Byłam zdezorientowana, delikatnie mówiąc, ale nie chciałam o nic pytać, bojąc się, że moje pytania zostaną uznane za zbyt niegrzeczne.

Mężczyzna na łóżku odwrócił swoją wielką głowę, by spojrzeć na Kitta.

– Ostatnim razem, gdy się widzieliśmy, wydawałeś mi się mniejszy. Zmieniłeś się, goblinie.

– On jest teraz sidhe – powiedział Nicca.

Bucca spojrzał zdziwiony, po czym się roześmiał.

– Przez wieki walczyłem o czystość naszej krwi. Nawet ciebie, Nicco, uważałem kiedyś za mieszańca.

Nicca poklepał go po ręce.

– Stare dzieje.

– Nie powinienem dopuścić do tego, żeby ktoś z naszej czystej linii Bucca-Dhu znalazł się pomiędzy innymi sidhe. Teraz wszystko, co zostało z mojej linii, to tacy, jak ty, którzy nie są czystej krwi. – Odwrócił z wysiłkiem głowę. – A wszystko, co pozostało ze wszystkich Bucca-Gwidden, to ty, goblinie.

– Są jeszcze inni pośród goblinów. A widzisz kolor skóry tych sidhe? Krew Bucca-Gwidden dalej w nas krąży.

– Mogli odziedziczyć skórę, ale nie odziedziczyli włosów ani oczu. Nie, goblinie, moi pobratymcy są zgubieni, i to z mojej winy. Nie powinienem pozwolić naszym ludziom łączyć się z innymi. Powinniśmy pozostać w ukryciu i trzymać się starych dróg. Teraz już nic z nich nie pozostało, goblinie.

– On jest sidhe – sprostował Doyle – uznanym przez Dwór Unseelie.

Bucca uśmiechnął się smutno.

– Nie sądziłem, że Unseelie sidhe upadną tak nisko, że zaakceptują pomiędzy sobą goblina. Mimo że umieram, a ostatni moi ludzie umarli przede mną, nie mogę zobaczyć w nim sidhe. Po prostu nie mogę. – Wyrwał rękę z uścisku Nicki i zamknął oczy.

Detektyw Lucy Tate dotąd bardzo cierpliwie znosiła to wszystko. W końcu jednak zapytała:

– Czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć, co tu się dzieje?

Doyle, Mróz i Rhys wymienili spojrzenia, ale żaden z nich nic nie powiedział. Wzruszyłam ramionami.

– Nie patrz tak na mnie. Jestem prawie tak samo zdezorientowana, jak ty.

– Ja również – dodał Galen. – Rozpoznałem, że mówi po kornwalijsku lub bretońsku, ale tak archaiczną odmianą, że nic nie zrozumiałem.

– Po kornwalijsku – powiedział Doyle. – Mówił po kornwalijsku.

– Nie wiedziałem, że w Kornwalii żyły gobliny – zdziwił się Galen.

Kitto odwrócił się i spojrzał na niego.

– Gobliny nie były jedynym ludem oprócz sidhe, który miał kilka dworów. Ja byłem kornwalijskim goblinem, bo moja matka była Bucca-Gwidden, kornwalijską sidhe, zanim dołączyła do Dworu Seelie. Kiedy ujrzała swoje dziecko, postanowiła je zostawić pośród węży Kornwalii.

– Gniazda węży są wszędzie na Wyspach – powiedział Bucca. – Nawet w Irlandii, nieważne, w co wierzą wyznawcy Padriga.

– Większość goblinów żyje teraz w Ameryce – powiedział Kitto.

– Ponieważ żaden inny kraj ich nie chciał – dorzucił Bucca.

– To prawda – przyznał Kitto.

– No dobrze – powiedziała Lucy – cokolwiek to jest, kłótnia rodzinna czy co, nic mnie to nie obchodzi. Chcę wiedzieć, jak ten Bucca, który podał, że nazywa się Nick Bottom – jak jedna z postaci ze Snu nocy letniej – bardzo sprytne, nawiasem mówiąc – skończył tutaj, prawie wyssany z życia…

– Bucco – powiedział cicho Nicca.

Malutka postać otworzyła oczy. Były pełne tak wielkiego zmęczenia, że musiałam odwrócić wzrok. To było tak, jakby się widziało tunel, na końcu którego jest coś gorszego niż zapomnienie, o wiele gorszego niż śmierć.

Jego akcent stał się wyraźniejszy.

– Nie mogę umrzeć, rozumiesz to, Nicco, nie mogę umrzeć. Byłem królem mojego ludu, nie mogę zgasnąć. A mimo to gasnę. – Uniósł chudą rękę. – Usycham, jakby jakaś gigantyczna ręka mnie wyżęła.

– Bucco, proszę, powiedz nam, jak to się stało, że zaatakowały cię te wygłodniałe duchy – powiedział cicho Nicca.

– Kiedy to ciało w końcu już zgaśnie, stanę się jednym z nich.

– Nie, Bucco.

Bucca wyciągnął przed siebie chudą rękę.

– Tak, Nicco, to właśnie spotkało większość z tych, którzy byli kiedyś bogami. Nie możemy umrzeć, ale nie możemy też żyć, więc jesteśmy zawieszeni pomiędzy życiem a śmiercią.

– Niewystarczająco dobrzy na niebo i niewystarczająco źli na piekło – powiedział Doyle.

– Zgadza się – odparł Bucca, patrząc na niego.

– To zawsze dobrze pogłębiać swoją wiedzę o kulturze istot magicznych, ale może wróćmy do sedna sprawy – powiedziała Lucy. – Proszę mi opowiedzieć o ataku na pana, panie Bottom, Bucca, czy jak się tam pan nazywa.

Zerknął na nią, po czym powiedział:

– Zaatakowały mnie, gdy okazałem pierwszą oznakę słabości.

– Czy mógłby pan to trochę rozwinąć? – spytała Lucy. Zdążyła już otworzyć swój notes i zamarła teraz w gotowości z długopisem w ręce.

– To ty je obudziłeś – powiedział Rhys. Dopiero teraz się odwrócił i spojrzał na Buccę.

– Tak – przyznał Bucca.

– Dlaczego? – spytałam.

– To była część zapłaty za możliwość powrotu na dwór.

Zatkało nas. Po chwili jednak zaczęło do nas docierać, że to ma sens. Andais to zrobiła. To dlatego nie było śladów. To dlatego żaden z jej ludzi o tym nie wiedział. Nie potrzebowała ich pomocy.

– Komu musiałeś za to zapłacić? – spytał Doyle.

Spojrzałam na niego, o mało nie mówiąc: „Przecież wszyscy wiemy”.

I wtedy Bucca odpowiedział.

– Taranisowi, oczywiście.

Загрузка...